Dzieci z Francji

Moja półka z marzeniami dźwigała kiedyś marzenie „wyjechać za granicę”. Kiedy byłam małą dziewczynką, moim marzeniem było pojechać gdzieś na wakacje, koniecznie NIE w Polsce. Marzenie to spełniło się kilka lat później, kiedy byłam wciąż małą, ale już nastoletnią dziewczynką. 

Drzwi do spełnienia mojego marzenia, otworzył mi brat, który w poszukiwaniu lepszego bytu wyjechał z Polski. Jego podróży nie będę opisywać, bo jak będzie chciał to sam założy bloga i to opisze. Jednak, pewnego roku wylądował w Londynie, który ja oglądałam tylko na szklanym ekranie w dużym pokoju. Najczęściej podczas wiadomości, których mój tata nigdy nie przegapił. Na lekcjach języka angielskiego również coś wspominali o Londynie i nigdy w życiu nie pomyślałabym, że moja mała stopa kiedyś stanie na londyńskim chodniku. W swoich marzeniach o podróży za granicę, byłam raczej skromna – Czechy, Słowacja, Niemcy. Ale Wielka Brytania? Ta w której panuje Elżbieta II? Aż tak bezczelna w marzeniach nie byłam. 

Untitled

Byłam, nie byłam – nieważne, ale moją pierwszą zagraniczną podróż zaliczyłam właśnie dzięki podróży do Wielkiej Brytanii. Był to dla mnie skok na głęboką wodę, ponieważ jako mała dziewczynka dopiero zaczynałam moją przygodę z językiem angielskim. Co prawda, brat ani mama, ani tata, ani babcia nie puściliby mnie w tak odległą podróż samą. Nigdy! Puścili mnie za to z moim starszym, ale nie najstarszym bratem, który po angielsku nie mówił wcale. (aby lepiej zrozumieć, kto jest kim, zapraszam do notki o braciach >> tu <<) Mama chcąc oszczędzić na biletach, które wtedy jeszcze były drogie, zdecydowała, że pojedziemy autobusem. Razem z bratem starszym, ale nie najstarszym, nie wiedzieliśmy na co się zgodziliśmy. Przeżyliśmy. Jednak, jak to w podróży bywa – nie obyło się bez przygód…

Brat notarialnie został moim prawnym opiekunem na czas naszych wakacji. Świeżo upieczony 18stolatek, wtedy jeszcze wątpliwej postury został opiekunem małej, ale już nastoletniej dziewczynki. Panowie celnicy nie mogli w to uwierzyć. Zadawali mnóstwo pytań, których nie rozumieliśmy tak samo jak oni nie rozumieli naszego pisma notarialnego. I tak o to na pomoc przyszła nam Polka z naszego autobusu. Celnicy poprosili ją o przetłumaczenie naszego pisma (tak, tak, uwierzyli obcej kobiecie na słowo – da się takie sprawy załatwić bez tłumaczy). Jednak nie wierzyli, że jedziemy do starszego brata. Musieli się upewnić.

Mój najstarszy brat, wiedząc o której będziemy na dworcu Victoria w Londynie, spokojnie sobie pracował. Nie zdając sobie sprawy jaki jego ukochane rodzeństwo przeżywa stres na granicy. W Londynie mieszkał ze swoją narzeczoną, wtedy jeszcze dziewczyną i jej starszym bratem Arturem.

Celnicy dzwonili na numer, który im podaliśmy. Dzwonią, dzwonią i nikt nie odbiera. Nie wiem dlaczego, ale mieliśmy tylko numer domowy. Czekaliśmy z moim nowym opiekunem prawnym przed drzwiami pokoiku celnika i chcieliśmy cokolwiek podsłuchać. Nagle wyszedł celnik, obejrzał nas z góry do dołu i zaczął potwierdzająco kiwać głową i mówić coś po angielsku do słuchawki. Rozmowa dłużyła się niesamowicie. W końcu nas puścili. Dojechaliśmy do Londynu, najstarszy brat nas odebrał i poszliśmy do niego odpocząć po podróży.

Każdy w życiu pełni jakieś role. Ja na przykład jestem siostrą, córką, przyjaciółką i byłam… dzieckiem z Francji. 
293172_425879107462480_1167240507_n_large

Źródło: tumblr

Gdy progi brata domu nas powitały, dowiedzieliśmy się czemu rozmowa z celnikiem tak długo trwała. Otóż, celnik dodzwonił się na podany przez nas numer. Jednak zamiast mojego najstarszego brata (był w pracy), odebrał w/w Artur, którego telefon wybudził ze snu po nocnej zmianie. Odebrał telefon i celnik nie spytał się czy ma przyjemność rozmawiać z moim bratem, tylko przedstawił się, powiedział skąd dzwoni i spytał Artura „Czy czeka Pan na dzieci z Francji?”

Zaspany i zdezorientowany Artur nie bardzo wiedział o co chodzi. Czy ktoś sobie żarty robi, czy został w coś wmieszany? Zaczął dopytywać „Jakie dzieci z Francji?”, a wtedy celnik odparł „Chłopak i mała dziewczynka” (podejrzewam, że to właśnie wtedy celnik wyjrzał na nas żeby móc Arturowi nas opisać), po krótkiej dezorientacji, Artur przypomniał sobie, że do mojego brata, w tym dniu, ma przyjechać młodsze rodzeństwo i na całe szczęście potwierdził, że czeka na dzieci z Francji i że odbierze je z dworca Victoria …

C.D.N.

Reklamy

4 thoughts on “Dzieci z Francji

  1. Pamiętam jak w zeszłym roku wracałam busem z wakacji z Niemiec do Anglii, to celnicy zrobili rutynową kontrolę, czy ktoś nie ma narkotyków itd. nad kanałem od strony francuskiej. Nie lubię, gdy tak robią, wtedy mam całe życie przed oczami i przypomina mi się każde przewinienie łącznie z nazwaniem koleżanki głupią, gdy miałam 7 lat. I kontrola paszportowa, brrr! Niby wiem, że nic nie nawywijałam, ale cholera wie, co sobie wymyślą :P

    Polubione przez 1 osoba

    • Zawsze jest ten stres! Nie wiadomo skąd się pojawia. Ja podczas dłuższego sprawdzania piszę w głowie już dziwne scenariusze, że Pan obok zdawania bagażu dziwnie się na mnie patrzył i może mi coś dorzucił do torby, albo tego typu sytuacje. Nie wiem dlaczego tak jest, ale sama nie jesteś! :P

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s