Kiedyś zachwyt budził Stephen Hawking, dzisiaj jego miejsce zastąpił zachwyt rzucania ciastem na podłogę, nagrywania tego i publikowania w internecie. Widzieliście ten nowy trend?

Kiedyś kształty obfite były uznawane za kanon piękna, dzisiaj osoba o standardowych rozmiarach (jak np. Rihanna) uważana jest za grubą, a sylwetki rodem z Auschwitz są uznawane za atrakcyjne. Co prawda, odchodzi się trochę od tej mody i osoby grube zaczynają przejmować pałeczkę na czerwonych dywanach, ale to chyba dlatego, że po prostu lubimy popadać ze skrajności w skrajność. Ani przeraźliwa chudość, ani nadmierna obfitość nie jest fajna. Fajny jest umiar. We wszystkim.

Jednak to nie to natchnęło mnie do pisania tego postu (wciąż na telefonie). Do napisania swojego -odmiennego (jak zwykle) od internautów – zdania zmusiła mnie kreacja Małgorzaty Sochy. Ta ze zdjęcia…

Co ja tu widzę? Widzę piękna, naturalną kobietę. Co widzi cała masa polskich, internetowych komentatorów?

Lekko zwiędłe piersi nieubrane w biustonosz jakoś się plączą po dekolcie. Po dwóch ciążach może należałoby zmienić styl lub zainwestować w plastykę.  

I na końcu słowo „klucz”. Plastyka, ach plastyka. To ona dotarła w końcu do Polski. Całkiem niedawno pod zdjęciami amerykańskich gwiazd ze sztuczymi piersiami mogliśmy przeczytać, że jest to „fuuj”. Dzisiaj krzyczymy „Chcemy więcej!”. Jednak co za dużo to nie zdrowo… Za duże sztuczne piersi = hejt. Sztuczne piersi, które wyglądają naturalnie = hejt. Naturalne piersi = hejt. Jak żyć? Z domu nie wychodzić?

Na Sochę krzyczą, że po ciąży powinna zmienić styl. Za to Kim Kardashian (również po ciąży, jednej? Dwóch? Nieważne.) jest ok. Nie przeszkadza nikomu sztuczna twarz, sztuczny duży tyłek i siatka ukazująca niemal wszystko, która robi za sukienkę. Im więcej sylikonu tym lepiej… później nawet jak nie nosimy go wszytego pod skórą to zaczyna nam on zalewać mózg. Zalewa nas z mediów w takiej skali, że nawet zwykłe, ładne piersi budzą w nas odrazę. 

Nie wiem kto wymyślił operacje plastyczne, ale mam wrażenie, że ta osoba nie miała na celu produkcji takich zjawisk jak polska lalka Barbie. Mam cichą nadzieję, że zostały one wymyślone dla kogoś kto spalił sobie twarz w pożarze lub dla kogoś kto chciałby poprawić swój wygląd – tak delikatnie, dla swojego lepszego samopoczucia, bo np. odstające uszy były powodem przez który był skreślony z życia społecznego, bo piersi były za małe lub nie było ich wcale… Dzisiaj niestety zaczyna to być obowiązkiem, takie „must have” współczesności.

Wszystko da się zrobić ładnie i z klasą – nawet operacje plastyczne. Jednak chyba trochę o tym zapomnieliśmy. Zapomnieliśmy do tego stopnia, że naturalność jest zalewana krytyką. 

Wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Jednym podoba się czarne, innym białe. Jednak przeraża mnie reakcja na kreację Małgorzaty Sochy. Jeśli nie podoba Ci się jej dekolt – ok, masz do tego prawo. Jeśli nie podoba Ci się jej dekolt dlatego, że nie jest nienaturalnie sterczący to czas zastanowić się, czy to w naszym mózgu nie zaszczepili sylikonu? ;-) 

W życiu nie podejrzewałam siebie, że to napiszę, ale artykuł na ten temat na wp.pl bardzo mi się spodobał. Gorąco go polecam 

Reklamy