„Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień…” – kiedyś ten cytat kojarzyłby mi się z zabawnym wierszykiem z czasów dzieciństwa, dzisiaj kojarzy mi się z programem „500+”.

Mija kolejny rok rządów PiS. Moja praca ma taki charakter, że mam do czynienia z nierobami. Na szczęście, nie pracuję w MOPSie, bo zakładam, że po jednym dniu kiedy miałabym wypłacić „darmową” kasę nierobom – poszłabym ze sznurem do lasu. Nie czarujmy się, w naszym kraju „pomoc” otrzymują pasożyty, a ci którym faktycznie jest potrzebne wsparcie, dostają marne grosze na otarcie łzy.

Moja praca uświadomiła mi jak wiele pieniędzy ucieka ze skarbu państwa na rozwój patologii i chamstwa. Co więcej, niektórzy ze świadczeń socjalnych otrzymują dochody większe niż nie jeden, uczciwie pracujący Polak. Stan sprawy jest tragiczny. Czy wiecie, że z „pomocy” społecznej oraz świadczeń „500+” można wyciągnąć nawet 4200zł ? Pff, miałam do czynienia z osobą, która otrzymuje nawet 8000 zł (co prawda, jedna taka perełka, ale jest). Na co ta osoba wydawała swoją zapomogę od kraju? Na taksówki, restauracje i inne wojaże.

pokolenie-500
Pieniądze z budżetu państwa jeśli mają być rozdawane to tylko tym, którzy nie mogą na nie zapracować. Bezrobotny nie jest potrzebującym pieniędzy, tylko pracy. Ludzie potrzebujący to tacy, którzy przez np. swoją niepełnosprawność nie mogą podjąć zatrudnienia.

Program „500+” ma same minusy. Po pierwsze, obciąża budżet kraju, nakładając na jego obywateli coraz to więcej opłat. W większości, nygusy, które z niego korzystają nie znają się na ekonomii, ani nie interesują się polityką. Oni po prostu idą do MOPSu i żądają to „co im się należy”. Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć, że nie wrzucam wszystkich do jednego wora i nie twierdzę, że wszyscy, którzy z tego programu korzystają są ograniczonymi umysłowo pasożytami. Niestety, znaczna większość jest, ale nie wszyscy. Odkąd 500+ weszło w życie, pojawiły się i pojawiać się będą takie podatki jak podatek bankowy, podatek handlowy, wyższa opłata przejściowa (czyli więcej za prąd) i wiele obciążeń dla ludzi prowadzących własne interesy. Generalnie, coraz więcej znajomych, którzy swoimi interesami napędzają gospodarkę, myśli o tym, aby zarejestrować działalność w Czechach. Wcale się im nie dziwię, bo coraz to nowsze pomysły partii rządzącej, zaczynają przerażać. Ingerencja w „wolny handel” aż kuje. Co z tą wolnością? Dlaczego urzędnik ma mi się wtrącać do sposobów prowadzenia mojej firmy?

„Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”

– Margaret Thatcher

Po drugie, 500+ powoduje, że osobom nie opłaca się pracować, bo dostają coś za darmo. Generalnie, skutek tego programu jest taki, że patologiczne rodziny płodzą dzieci na potęgę, dostają dużo pieniędzy, których na dzieci niestety nie przeznaczają. Co najgorsze, „500 +” nie wlicza się do rozliczeń podatkowych, nie podlega egzekucji komorniczej, ale wlicza się (albo będzie się wliczać) w zdolność kredytową. Gdzie tu sens? Oczywiście, Matki Polki tłumaczą się, że to są pieniądze dzieci. A ja się pytam, ile z tych pieniędzy te dzieci widziały? Damy z dziećmi w rękach nie będą szły do pracy, bo mają „500+” i ktoś ich dzieci wychować musi. Szkoda, że to wychowanie ogranicza się do włączenia telewizora i spoglądanie na potomka w przerwach pomiędzy przechylaniem kolejnych kieliszków wódki.  Odkąd pamiętam, kobiety pracujące wychowywały dzieci i nie robiły z tego cudu nad Wisłą. Moja mama pracowała i wychowała trójkę dzieci, a współczesne pasożyty mają problem, aby pracować i wychować jedno dziecko. Doszliśmy do czasów w których, człowiek pracujący jest karany za to, że pracuje. A nygusy są nagradzane za to, że nie robią nic. 

Żeby nie było, nie twierdzę, że bycie gosposią domową to nie jest praca. Uważam, że jest to jedna z najcięższych prac. Jednak, współczesne gosposie „500+” nie mają wcale w głowie tego, aby dziecko dobrze wychować. Dzieci „500+” widzę jako dzieci wychowane w większości patologicznych domów, którzy od małego widzą, że nieróbstwo się opłaca i że pracują tylko głupi. Od dziecka będą się uczyć jak kombinować, byle nie pracować. Przecież matka z ojcem odkąd pamięta siedzi w domu i urządza libacje, nie chodzą do pracy, a pić i palić mają za co. Po co więc się uczyć i dążyć do usamodzielnienia, skoro rodzice samodzielni nie są? „500 +” wychowuje rodziny nierobów i na prawdę nie rozumiem dlaczego mam płacić podatki za to, że ktoś ma dziecko? Byłabym skłonna przeznaczyć moje podatki na lepsze warunki pracy, na rozwój gospodarki i inne, długoterminowe inwestycje.

Rozumiem, że więcej dzieci = więcej podatników, ale co mi po takich podatnikach, którzy tych podatków płacić nie będą? Będą nauczeni, aby na tapczanie siedzieć cały dzień…
Zdecydowanie bardziej wolałabym, aby w moim kraju były dzieci wychowane w rodzinach gdzie mama jest gosposią we własnym domu (a nie nierobem), gdzie jest czysto, schludnie i tata utrzymuje rodzinę. Lub w takich, gdzie oby dwoje z rodziców pracuje. Mama gosposia domowa, a patologiczna matka niestety różnią się bardzo, dlaczego więc dostają tyle samo od kraju?

 

A podatki rosną… tylko kogo to obchodzi skoro duża część kraju nie zarabia, tylko dostaje?

Czekamy na „mieszkanie plus”!

Reklamy