The Big Short, czyli o tym jak dyma nas Wall Street

W recenzji filmów czy książek nie jestem dobra. Do tego trzeba mieć dar. Dlatego na blogu wolę w dwóch zdaniach napisać jakie pozycje polecam i nie rozczulać się nad uzasadnianiem. Jednak są takie filmy, które muszę docenić chociażby próbą napisania o nich zachwalającej notki. Do tych filmów należy nominowany do tegorocznych Oscarów – Big Short, reżyserii Adama McKay’a.


Temat finansów, bankowości i oprocentowania wydaje się być nudny dla „zwykłych zjadaczy chleba”. Nic dziwnego, po prostu terminy jakie są używane w środowisku bankierów i inwestorów nie są nam znane, są dla nas obce i ich nie rozumiemy, a co za tym idzie – nudzimy się i zniechęcamy. Większość filmów dotyczących tych zagadnień było spalonych na starcie. Niby historia fajna, mocna, reżyser też niczego sobie, a jednak… szału nie było. Adam McKay postanowił podejść do tematu z zupełnie innej strony i podczas filmu zafundował nam scenki ze sławnymi osobami, które tłumaczą nam ciężkie pojęcia pojawiające się w filmie, tak abyśmy oglądali go z ulgą, że rozumiemy te wszystkie bankowe grypsy. To był duży plus filmu, który zapewnił obrazowi krok ku chwale. Nie czujemy się osamotnieni w swej niewiedzy, zaczynamy wierzyć, że z twórcami filmu dotrwamy do końca filmu bez większych problemów z jego zrozumieniem. Dzięki temu reżyser trafił do zwykłych zjadaczy chleba, którzy zorientowali się jak bardzo dymani są przez garstkę debili w garniturach z Wall Street. Do teraz nie mogę zrozumieć, kto dopuścił do tego, że jedna ulica wypchana zadufanymi dupkami ma wpływ na cały świat? A przynajmniej na jego większość? I jak to możliwe, że „The Big Short” nie dostało Oscara?

Do filmu podchodziłam niechętnie. Świadczy o tym fakt, że z Oscarowych nominacji „do obejrzenia” ten zostawiłam na szary koniec. Zachwycona „Pokojem” czy „Spotlight” (w przypadku „Spotlight” ten zachwyt był trochę inny niż zazwyczaj), byłam przekonana, że nic mnie bardziej nie zachwyci, a zwłaszcza film dotyczący tematu banków i wielkiego krachu w świecie finansów. Jednak Adam McKay to zmienił – dotarł do mnie poprzez wcześniej wspomniane scenki ze znanymi ludźmi którzy tłumaczą pojęcia użyte w filmie oraz poprzez delikatne poczucie humoru i dodatkowo, udało mu się rozkochać mnie w tym filmie pomimo tego, że po pierwszych 20 minutach filmu na prawdę miałam ochotę go wyłączyć. Dałam jednak szansę, bo nominacja do Oscara nie mogła być bezpodstawna. I nie była.

Pierwszym plusem była znakomita obsada – Brad PittRyan GoslingSteve CarellChristian Bale.
Drugim plusem była znakomita praca kamerą. Nigdy nie spotkałam się z filmem nakręconym w ten sposób. Nie wiem czy te ujęcia i sposób poruszania kamerą oraz zwolnienia to cecha charakterystyczna reżysera? Przyznaję się bez bicia – nigdy jego filmów nie oglądałam.
Trzecim plusem była historia. Nie dość, że oparta na faktach to dotycząca milionów, nieświadomych ludzi na prawie całym świecie. Ta historia miała więcej ofiar niż historia ukazana w „Spotlight”. Nie porównuję, która tragedia była bardziej okrutna. Porównuję tylko liczby.
Czwarty plus to wspomniane przeze mnie „wtrącenia” sławnych ludzi, którzy „z polskiego na nasze” tłumaczą ciężkie pojęcia pojawiające się w filmie. Dzięki tym wtrąceniom możemy oglądać Selenę Gomez czy Margot Robbie w wannie. Zobaczymy również jak Anthony Bourdain ze starych ryb, robi świeże – tak jak bankowcy z zepsutego produktu, robią ten „najlepszej” klasy. Te wtrącenia i szybkie lekcje podstaw ekonomii powodują, że czujemy się pewniej oglądając film – już nie jesteśmy zagubionymi myszkami, teraz zaczynamy trochę rozumieć o co w tym wszystkim chodzi.
Piąty plus to poczucie humoru oraz sceny przerywające akcję filmu. Dzięki stop klatkom, bohaterowie co jakiś czas zwracają się bezpośrednio do nas, co daje piorunujący efekt w odbiorze filmu.
Szósty plus to przelatujące zdjęcia, które miały dać do zrozumienia w jakie czasy w filmie się wczuwamy.
Siódmy plus to sentencje i mądrości, które ukazywane są podczas seansu. Są bardzo pouczające i świetnie dobrane.
Ósmy plus to dialogi oraz to dzięki nim jesteśmy przez ten film prowadzeni jak za rękę.

1401x788-bgs-02959r__

W „The Big Short” możemy oglądać sławnych aktorów w zupełnie innych wydaniach niż dotychczas.

No i najważniejszy plus to końcowe litery, wytłumaczenia w filmie, które uświadamiają nam w jak wielkim gównie żyjemy, kto tak na prawdę rządzi oraz to, że głowy w garniturach mogą robić co chcą, bo są bezkarni. Za ich ogromne matactwa, oszustwa i błędy ponosimy karę my – zwykli podatnicy. W jaki sposób? Oni pozbawiają nas pracy, domów i lepszego bytu, a my w zamian za tak cenne dary jak bezdomność i bezrobocie płacimy poprzez podatki naprawiające ich błędy.

Polecam wszystkim. Najlepszy dramat jaki widziałam!

Oglądaliście? Zauważyliście jakieś minusy? Ja żadnego.


Zdjęcie/photo: Jaap Buitendijk/Paramount

Margot Robbie znaleziona tu. 
Oficjalna strona filmu.

CIEKAWA STRONA O KRYZYSIE Z 2008 R. TU. Na stronie wyjaśniony jest kryzys wraz ze scenami z filmu oraz zawarte jest to ile Polska zapłaciła za dupków z Wall Street. Miłego czytania.

 

Reklamy

8 thoughts on “The Big Short, czyli o tym jak dyma nas Wall Street

  1. Cieszę się, że się podobało :) Ja też wybierałam się niechętnie „meh, film o kryzysie na Wal Street” plus nie lubię Goslinga, się przyznam. Mama mnie namówiła z argumentem „nowy film Brada Pitta” :D
    Najlepszy moment filmu – kiedy się zorientowałam, że kibicuję kryzysowi, żeby się ujawnił, aby bohaterzy mieli rację/wygrali… Aż się poczułam moralnie niepewnie i w sumie chyba o to twórcom chodziło.

    Lubię to

    • Serio? Ja zupełnie na odwrót odczułam. Chciałam, żeby bohaterzy mieli rację, ale dobrze się z tym czułam, bo myślałam, że ludzie odpowiedzialni za to poniosą konsekwencje i że wszystko w ten sposób wróci do normy. Główni bohaterzy są moralni – oni do tego nie doprowadzili, tylko skorzystali z głupoty tych z Wall Street. Przecież na początku mówili otwarcie o swoich prognozach to każdy patrzył na nich jak na debili, zamiast zbadać sytuacje :-) To Ci z Wall Street są niemoralni, mieli gdzieś życie ludzi, bo zarabiali dużo… Tak to ja odbieram :-) :-)
      A napisy końcowe o tym co nas teraz czeka to totalna miazga!

      Lubię to

      • A tak, nic nie zarzucam bohaterom… ale ten moment kiedy bohater grany przez Steve’a Carrella siedzi i zwleka ze spieniężeniem swoich udziałów, bo wie, że wtedy się stanie jednym z nich, genialne. Tak się czułam.
        Haha, konsekwencje, no to ja chyba lepiej pamiętałam doniesienia z wiadomości ekonomicznych ;P

        ps. i ten strach, STRACH, zrzucony w ostatnim momencie na nic nie spodziewających się widzów, gdy dowiadujemy się, że Michael Burry inwestuje w czystą, pitną wodę ;D
        Chyba odświeżę film i sama o nim napiszę, aby się oficjalnie pozachwycać :)

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s