Błędne koło

Idziesz piękną, równą drogą, słońce smyra swoimi promieniami twoje ciało, śpiew ptaków słychać w oddali. Idzie się w cudownym nastroju, ale trochę niepewnie. Jakby ciężko było uwierzyć, że może być tak pięknie. W końcu, gdy nabiera się lekkiej pewności siebie i zaczyna się doceniać piękno drogi, lekko przyspieszasz, aż na drodze pojawia się dołek. Nie musi być on wcale duży – może być minimalny. I wtedy w niego wpadasz. Od razu. Mimo że ta nierówność na drodze, która kuje w oko, mogłaby być ominięta, przeskoczona. To brak pewności siebie przybija Cię tak, że nie wierzysz, że ten dołek ominiesz, że go przeskoczysz. Wpadasz w panikę na jego sam widok i w niego wpadasz. Sam nie wyjdziesz z niego. Mimo, że nawet nie mieszczą się w nim dwie stopy, nie jesteś w stanie wyjść z tak minimalnego dołka. Jakby ktoś Cię do niego przytwierdził. Wtedy błagasz o pomoc, bo siedzenie w nim do przyjemnych nie należy. Boisz się panicznie, że przez pozostanie w tym dołku ominie Cię całe piękno, które życie Ci dało. Boisz się, że coś stracisz. Przecież umówiłeś się na spotkanie z bliskimi i rodziną. Będą na Ciebie czekać. Nie przyjdziesz to ich zawiedziesz, zasmucisz, a przecież ostatnio i tak narobiłeś wielkiego problemu. Dlatego nie chcesz ich pomocy. Nie chcesz być znowu ciężarem i czuć się jak ciężar. Nie chcesz pokazać przed nimi swojej beznadziejności, bo boisz się, że jak ją zobaczą to cię oleją. Zostawią. Stwierdzą, że na tak beznadziejny przypadek szkoda czasu. Tkwisz w tym dołku, błagasz, prosisz, grozisz mu. Dopiero, gdy zrobisz z siebie totalnego błazna, dołek odpuszcza. Tak jakby nagle ktoś Cię od niego odkleił. Może to klej roztopił się w promieniach słońca? Ten, który trzymał twój but w tym dołku? A może, dołek miał z Ciebie niezły ubaw jak popadałeś w histerie, agresje, złość, stres i zdecydował, że tym razem Cię puści, bo i tak dostarczyłeś mu niesamowitej rozrywki?

Wychodzisz z dołka. Słońce dalej świeci, ptaki dalej śpiewają, a Ty boisz się iść dalej. Boisz się, że znowu napotkasz na swej drodze, tę małą nierówność. Stoisz. Już nie cieszy słońce, już nie cieszy śpiew ptaków. Już Ci się nie podoba. I zastanawiasz się, czy pędzić do bliskich w płaczu? Czy zostać i nie robić im problemu? Oszczędzić sobie tych wzroków, którzy patrzą ostatnio dziwnie – masz wrażenie, że z litością. Zamiast tego zostać na drodze i się z niej nie ruszać. Nie widzieć ich i tego, że powodujesz zmartwienie czy smutek na ich twarzy. Zostać i nie odkrywać dalej drogi, bo przecież na niej czeka mnóstwo tych paraliżujących dołków…

elephant-1191878_960_720

Na słoniu, dołki na drodze pewnie nie robią wrażenia. Fajnie byłoby być słoniem.

Brak pewności siebie i strach – zabija. Zabija wszystko w Tobie i wszystkie Twoje relacje. Zaczynasz obwiniać siebie o wszystko. Dla nie psychologów jest to pewnie nie do ogarnięcia albo nazwaliby to „robienie z igły widły”. Obawiasz się mówić co czujesz, bo nie jesteś pewny czy zostaniesz dobrze zrozumiany. Boisz się reakcji i boisz się, że swoją wylewnością doprowadzisz do tego, że są przy Tobie nie z miłości, ale już z litości. Dochodzi do takich absurdów, że nawet, gdy cały świat powie, że wszystko zrobiłeś tak jak należy to i tak znajdziesz w sobie problem. Nie masz pewności, że jeśli komuś nie powiesz to nie będziesz się gorzej z tym czuł. Nie wiesz co sobie pomyślą inni i to Cię paraliżuje, że możesz tych innych stracić. Boisz się samotności jak ognia, ale zgadzasz się na nią, bo nie chcesz być ciężarem dla innych. Później nie możesz na siebie patrzeć przez to, że na samotność się zgodziłeś. Widząc swoje zachowania, swój strach nad którym nie panujesz(wymyka Ci się spod kontroli kiedy chce), zaczynasz wyrzucać go z siebie z wielkim żalem i bólem, zalewając innych. Tych, których kochasz najbardziej – zalewasz najbardziej. A później masz wyrzuty sumienia, że niedługo utopią się w tym żalu i bólu, który na nich wylewasz. Bliscy w poważnych rozmowach, pamiętają o tym, że brak pewności siebie i depresja kąsają Cię z każdej strony, pamiętają o tym, bo im o tym mówisz. Gdy przestajesz, nie poruszają tego tematu (chyba w obawie) i myślą, że jest lepiej, że jest lepszy dzień. Zaczynają Cię traktować normalnie, nie ulgowo. A Ty wciąż się tego nie pozbyłeś, wciąż te dwie okropne rzeczy Cię kąsają, ale starasz się nie pokazywać im tego, aby w końcu byli dumni i szczęśliwi w Twoim towarzystwie. I gdy bliscy myślą, że jest ok – pogarszają sprawę, bo w Twoim odczuciu oni właśnie wrzucili Cię do dołka.
Takim dołkiem może być wszystko. Na przykład:

Gotowanie – coś Ci nie wyjdzie to obwiniasz się cały czas, chodzisz zły i nie możesz przeżyć, że nawet to Ci się nie udało. A przecież chciałeś dla bliskich zrobić idealny obiad, aby wynagrodzić im trudy i troski – na nic innego Cię nie stać. To nie jest zwykły niesmak, który pozostaje, gdy coś przesolimy. To w Twojej głowie rośnie do olbrzymich rozmiarów, zahaczając po drodze takie wątki jak „jesteś do niczego”, „jesteś ciężarem”, „nawet tego nie potrafisz zrobić dla swoich bliskich”. Przestajesz gotować.

Rozłąka – a dokładniej samotność. Bliscy muszą iść do pracy, mieć swoje życie. Gdy wychodzą do pracy, wyjeżdżają na weekend czy idą na imprezę bez Ciebie to… dla Ciebie jest to tragedia. Czujesz się porzucony, zostawiony, nic nie warty, czujesz, że nikogo nie obchodzisz. Gdy wychodzi do pracy mama to boisz się, że będzie miała dość i że nie wróci, albo że coś się jej po drodze stanie. Gdy Twój partner wyjeżdża na wakacje to boisz się, że Cię zostawi. Zobaczy jak fajnie jest bez Ciebie i Twoich problemów i nigdy nie wróci. Gdy przyjaciółka planuje wyjście bez Ciebie, od razu myślisz, że jesteś dla niej takim ciężarem, że nie proponuje Ci wyjścia z nią bo a) albo ma Ciebie dosyć b)albo obawia się, że przyniesiesz jej wstyd.
Racjonalne wytłumaczenia i zapewnienia, że obiad był pyszny, albo że wszyscy Cię uwielbiają, kochają i lubią z Tobą spędzać czas – nie trafiają. Czujesz się odrzucony i jeszcze bardziej beznadziejny. Czujesz się pominięty w ich planach i marzeniach, a przecież oni są w każdym Twoim marzeniu … 

Jeśli to co napisałam odczuwasz w mniejszym lub większym stopniu to wiem co czujesz. Ja czuję tak od jakiegoś czasu.
Ludzie nigdy nie doceniają tego, że potrafią panować nad swoim umysłem i myślami. Ja nawet tego nie potrafię. A byłoby tak cudownie, gdybym mogła swoim mózgiem zwalczyć brak pewności siebie i te przytłaczające humory. Niestety, zauważyłam, że mój mózg się z nimi zaprzyjaźnił. Mój jedyny przyjaciel mnie zdradził, niszcząc po trochu wszystkie moje relacje z ludźmi.Staje się coraz bardziej obcy. Nie wiem jak go stamtąd zabrać, jak go wyrwać z tego złego towarzystwa?

 

A wystarczyło ten dołek ominąć. Zamknąć oczy i udać, że go nie ma. Zacisnąć zęby i przejść dalej. Brak pewności siebie wygrał – sparaliżował. Gratuluję.
Ile sił pozostało bliskim?

Reklamy

5 thoughts on “Błędne koło

  1. Ja wierzę, że będzie OK, odzyskasz swoją pewność siebie :) Nie jesteś beznadziejna!
    Chociaż wiesz w Twoim wpisie, odnalazłam trochę siebie. Trochę niepewnej, przestraszonej dziewczynki.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s