Koniec „internetów”

Dotarłam na koniec internetów. O tym zaraz napiszę, jednak zanim zacznę chciałabym przeprosić, że jest mnie tu tak mało. To nie jest tak, że tu nie wchodzę, bo jestem tu codziennie. Co kilka dni piszę nawet notki, ale ich nie publikuję. Po prostu są słabe. Po co Was zanudzać słabymi notkami? ;-) Każda z nich ląduje w folderze „szkice” i może przyjdzie ich dzień, kiedy do nich wrócę, poprawię i opublikuję. Teraz muszą swoje odleżeć. Muszą dojrzeć do sławy ;-)

 

Dotarłam na koniec internetów. Strefa ta jest niekomfortowa dla mojego mózgu. Wytrzymałam w niej godzinę – tak długo, ponieważ chciałam o tym napisać na blogu i zbierałam informacje. Mózg mój został pokrojony w małe kosteczki, wrzucony do maszynki do mielenia, a później obtoczony w jaju i wrzucony na głęboki olej. W sumie olej w głowie to przydałby się bohaterom tej notki.

Kojarzycie może Warsaw Shore? Ja tak, bo kiedyś, jak ten twór dopiero zaczynał swoją karierę w Polsce wpadły do mnie koleżanki. Miałyśmy babski wieczór i włączyłam MTV, aby muzyka leciała w tle podczas naszych życiowych rozważań. Niestety, na tamten moment zapomniałam, że MTV to nie kanał muzyczny, tylko rozrywkowy. Rozrywkowy to dobrze ujęte, bo rozrywkę przynosi śmianie się pod nosem z kategorii do jakiej wrzucili MTV. Rozrywka? Serio? ;-)
Także, leciało Warsaw Shore w tle. To był chyba jakiś maraton, bo leciało to przez cały wieczór. Byłyśmy zajęte rozmową, dlatego wyżyny idiotyzmu, które leciały w telewizji nie przeszkadzały nam. Nawet poświęciłyśmy 5 minut na oglądanie tego programu, a później na zastanawianie się nad odpowiedziami na te trzy pytania : 1. Kto to ogląda? 2. Dlaczego Ci ludzie zgłosili się do tego programu? 3. Czy oni są tacy naprawdę, czy tylko na potrzeby programu? Później wróciłyśmy do swoich tematów, jednak we mnie niesmak po tym co zobaczyłam w tv wciąż pozostał.

Teraz trafiłam tam znowu. Przez przypadek. W sumie to przez fanpage jaki łaskawie polubiłam na Facebooku. „Nie ma ludzi brzydkich, są tylko biedni” opublikowali zdjęcie uczestniczki tego „programu”. Fanpage ten udowadnia, że z odpowiednią ilością pieniędzy, każdy może się zmienić w „pięknego łabędzia” (cudzysłowie nie przez przypadek). „Mała Ania” – tak się zwie bohaterka tej notki – zmieniła się nie do poznania. Zapamiętałam ją jeszcze z pierwszego sezonu, bo najbardziej się „darła”. Zdjęcie przed i po jej metamorfozie było tak oszałamiające, że nie wierzyłam, że można aż tak przesadzić i nie mogłam się powstrzymać, aby wejść na jej profil i przekonać się na własne oczy. Przekonałam się. Zmiana wyglądu totalna w wykonaniu Ani, szkoda że na zmiany intelektualne nie starczyło pieniędzy.  Co mnie zdziwiło najbardziej? Ludzie. Ach, oni chyba nigdy nie przestaną zadziwiać. Komentarze pełne uwielbienia do jej osoby i do tego co osiągnęła. Pewnie zastanawiacie się co takiego zrobiła ta dziewczyna? Hmm, wzięła udział w tym programie i codziennie darła japę na wizji, później kopulowała się z kolegą z domu i dzieliła się nim ze swoją przyjaciółką (stawiam, że nie był to pierwszy z którym zaszalała w programie), a każde jej niesłychane czyny, były robione podczas, gdy niezliczone ilości alkoholu szalały jej we krwi. Mała Ania – bohaterka. Przynajmniej tej notki.
Mała Ania nie jest jedyną gwiazdą, jest jeszcze Ewelina, która tworzy związek z Pawłem, który uderzył ją na wizji i został usunięty z programu. Jest jeszcze Eliza, która stworzyła rodzinkę z uczestnikiem programu Trybsonem i mają wspólnie dziecko (drugie w drodze) i wciąż biorą udział w programie. Jest jeszcze duża Ania, która wydaje się być normalna (pewnie nie jest, skoro jest w tym programie) i faceci. Faceci jacyś nowi, nie znam.

Wraz z końcem sezonu, nie kończy się Warsaw Shore. Niestety. Gwiazdy tego formatu zapraszane są do klubów na imprezy, a fani sikają w majtki, że mogą z nimi zabalować. Na Facebooku toczą się kolejne dramaty, wcale nie gorsze niż te, które toczą się na wizji, w domu ekipy. I tak oto doszłam do końca internetu, gdzie „Mała Ania” napisała do fanów, że są zwykłymi chorągiewkami. A oni? Oni są zachwyceni …

pennants-238834_960_720

„Mała Ania”idealnie opisała swoich fanów.

Advertisements

6 thoughts on “Koniec „internetów”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s