Jesień jest porą roku, której szczerze nie znoszę. Jestem senna, przygnębiona, senna, wiecznie głodna, senna, zła, senna, smutna, senna, leniwa. Cały październik, listopad i pewnie w tym roku grudzień będę senna. Nienawidzę tego, bo czuję, że życie ucieka mi między palcami, ale cóż poradzić jak spać się wciąż chce? W dodatku, jestem rekordzistką niskiego ciśnienia, a jesień powoduje, że w mgnieniu oka bije swoje dotychczas osiągnięte rekordy w niskim ciśnieniu. (jaki jest Wasz rekord?)
Jesień? Nie, dzięki. Już chyba wolę mroźną, srogą zimę (mrozu też nie znoszę, ale przynajmniej nie jestem taka senna). Zdecydowanie powinnam być niedźwiedziem, a nie człowiekiem! I już w październiku mogłabym zacząć seanse spania, tłumacząc to „zimowym snem”. Ach, jak byłoby cudownie. Jako niedźwiedź nie miałabym świadomości, że tyyyle mnie omija, że życie ucieka mi między łapami itd. Spałabym bez wyrzutów sumienia, z myślą ” Mata Natura tak chciała”.
Ale jestem człowiekiem… (niestety?) i muszę wyjść tej jesieni na przeciw. W pojedynkę tego starcia nie wygram, dlatego też wspomagam się tajnymi broniami.  Spokojnie, nie biorę amfetaminy czy co tam pobudza?

Wspomagam się kawą w ilościach większych od wielkości śp. World Trade Center. W lato królowała kawa mrożona, z bitą śmietaną, posypką czekoladową i wszystkim co najlepsze w celu smyrania podniebienia. Jesienią króluje kawa jakakolwiek byleby mocna, w celu obudzenia. Póki co, nie mam czasu na szukanie niesamowitych przepisów na kawę, dlatego piję „siekierę” zwykłą najzwyklejszą z cukrem. Cukier zły, wiem. Ale pobudza! Za to, ograniczam mleko do minimum, bo mleko w kawie zabija …kofeinę. I wciąż po głowie chodzi mi przepis na kawę jukkasarasti. Ale to nie teraz, to w wolny czas, gdy będzie chwila na odsapnięcie. Z kaw gotowych do spożycia, lubię najbardziej KOPIKO :) Ale … ostatnio przeczytałam, że pobudzanie przez kawę to mit. Podobno, ludzie sobie wmawiają, że kawa ich pobudza, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Ciężko mi stwierdzić ile racji miała osoba wysuwająca te szokujące tezy, bo jak wyżej wspomniałam, jestem rekordzistką niskiego ciśnienia i po kawie, mogę spokojnie wejść pod ciepły kocyk i usnąć. Nie ma problemu.

Ogólnie, poczułam się tak dotknięta tą tezą, że postanowiłam wyjść na przeciw autorce/autorowi (niestety, nie pamiętam) tego wniosku i powrócić do picia YERBA MATE. Zdrowsze to, mniej odprężające, ale zdrowsze i idzie się przyzwyczaić. Przecież, jak jeździłam na reggae festiwale to lubiłam to :) Tylko yerba mate kojarzy mi się z większym wydatkiem niż kawa, a w dobie remontów i burzenia murów w mieszkaniu każdy grosz jest dla mnie jak ziarno dla ślepej kury. Niby tragedii nie ma, ale …mate trzeba zakupić (naczynie do parzenia i picia trunku) albo curado, no i same zielsko. A kawa? Kawa jest wszędzie, w pracy mam jej pełne słoje, u znajomych, w domu, wszędzie. Mniejszy problem, szybsze przygotowanie i bardziej zrujnowane zdrowie. Ach, te dylematy…

Yerba Mate kojarzy mi się z człowiekiem zwanym Bob Marley. Pewnie przez moje wyjazdy na reggae festiwal, gdzie pierwszy raz miałam okazję posmakować tego magicznego trunku.
Yerba Mate kojarzy mi się z człowiekiem zwanym Bob Marley. Pewnie przez moje wyjazdy na reggae festiwal, gdzie pierwszy raz miałam okazję posmakować tego magicznego trunku. Źródło obrazka: https://quotefancy.com/quote/4186/Bob-Marley-Wake-up-and-live

Kolejnym sposobem na pobudzenie jesienią są biegi. Żartuję. Człowiek zmarznie, a w moim przypadku to i uśnie podczas biegu. Ogółem biegi podnoszą ciśnienie, ale w sumie na czas biegu i do pół godziny po biegu (w moim przypadku), a jeśli nie ma się partnera do biegania (tak jak ja) albo chociaż słuchawek do muzyki (tak jak ja) to.. ileż można gapić się na te same uliczki, dróżki, ścieżki i inne? Bieganie jest ok, ale bardziej polecam je w celu zaprzyjaźnienia się z wagą niż w celach rozbudzenia.

Wczoraj odkryłam niesamowity sposób na powrót nadziei,  że może jednak  nadaję się na człowieka, a nie niedźwiedzia…?  Z Jedynym, po bardzo ciężkim dniu, położyliśmy się do łóżka i włączyliśmy film. Uprzedziłam, że ja jak zwykle chyba nie dotrwam do końca i usnę, bo przecież jesień. A tu n i e s p o d z i a n k a! Film był tak rewelacyjny (czyt. przeżywałam, stresowałam się i bałam), że to Jedyny usnął, a ja oglądałam do końca, zachwycona tym co widzę i… do rana nie spałam ze strachu. :) Czasami go budziłam swoim przerażeniem lub adrenaliną – jak stresuję się podczas filmu to m.in. przeklinam (na co dzień robię to tylko w momentach wielkiego zdenerwowania). I tak o to Jedyny spał i co jakiś czas wybudzały go moje niezbędne porady dla bohatera filmu typu  „spierd..zielaj głupia babo” albo „jaki frajer” albo tradycyjne „kur..de”. Podczas doradzania bohaterom bardzo mocno gestykuluję i ściskam wszystko co mam pod ręką, a że to była akurat dłoń śpiącego Jedynego to już inna kwestia. Dlatego, poniżej podzielę się z wami krótką listą na jesienne wieczory, które pobudzą lepiej niż kawa czy bieg.

  1. Połączenie – to właśnie ten, wczoraj! Halle Berry jako telefonistka spod numeru 911, która pomaga przez telefon różnym ofiarom przestępczości. Polecam gorąco!
  2. Wyścig z czasem – wiadomo, każde wyścigi pobudzają (no, prawie) tak i ten z czasem pobudzi…zwłaszcza jeśli ktoś kocha Justina Timberlake’a tak jak ja.
  3. Przebudzenie – tytuł filmu świetnie pasuje do notki, bo mowa o PRZEBUDZENIACH –  tutaj też można się wczuć i …pobudzić/przebudzić ;-)
  4. Obsesja – był Justin to i Beyonce musi być. Film, który zdenerwuje pobudzi każdą kobietę. Aż chce się wejść w ekran i zabić jedną blondynę.
  5. Ostatni dom po lewej – gwarantuję pobudzenie aż do rana ;-)

Moja lista propozycji pobudzenia, jest dla tych, którzy tak jak ja …bardzo przeżywają filmy.

A Wy, jak radzicie sobie z jesienną sennością? :)

Reklamy