(Bez)Problemowa niemowa, czyli Paryż cz. II

Powróćmy dzisiaj do Paryża :)

Przeżyte, nie wiem jakim cudem, spotkanie z ciocią, okropna pogoda i wszystko co było opisane w pierwszej notce o Paryżu, którą znajdziecie tu to nie wszystko, co spotkało mnie w Paryżu. Jak na każdego, statystycznego turystę przystało, musiałam bardzo natrudzić się z … porozumiewaniem.

Zazwyczaj słyszy się, że Francuzi nie lubią mówić w innych językach niż swój francuski. Ale w stolicy? W hotelu? W restauracji? Rozumiem zakochanie się we własnym języku, wcale się nie dziwię – uwielbiam słuchać francuskiego, w tym języku nawet „gówno”, brzmi kojąco niczym „kocham Cię”. Francuski jest piękny. Ale chorobliwe uwielbienie swojego języka, prowadzi do wielu utrudnień, zwłaszcza dla turystów.

Swoją drogą, czy Francuzi używają tylko francuskiego również za granicą?


Hotel

Hotel nie był jakiś rewelacyjny, był najtańszy z możliwych. W dodatku na obrzeżach Paryża, bo którego polskiego studenta stać na luksusy za granicą? (Nie myślę o bananach studiujących prawo na UW, ani tego typu studentach – to zupełnie inna bajka) Ale do cholery był to hotel! A tu, w hotelu, w recepcji czarnoskóry Francuz, który nie rozumie po angielsku nawet „Thank you”. Nie mogłam się z nim dogadać co do kolacji, co do śniadania, co do numeru pokoju. Był to ogromny szok. Jak w hotelu może nie być osoby, która przynajmniej rozumie angielski? Tym bardziej, że mowa jest o jednym z większych krajów UE.

Na szczęście, pan w recepcji mimo iż nie umiał nic w żadnym innym języku oprócz francuskiego, był bardzo miłym panem. Pewnie nie poznalibyśmy się bliżej gdyby z pomocą nie przyszedł wujek Google i moja bardzo kontaktowa przyjaciółka ;-)

Wujkowie są bardzo pomocni, Google załatwił mi hasło do wi-fi, wcześniejsze śniadanie oraz nowego znajomego na facebooku – recepcjonistę.

Le Palais des Congrès de Paris

W poszukiwaniu cioci, musiałam się wybrać do Le Palais des Congres de Paris. Nazwę nauczyłam się wymawiać niczym prawdziwa Francuska (w nauce mi pomógł pan z recepcji), ale cóż z tego? Gdyż pytania o drogę zupełnie zapomniałam. Francuzi napotkani na ulicy nie pomogli mi wcale, błąkałam się z pół godziny w okolicach tego budynku, nie mogąc go znaleźć. Z mapą w ręku, zmoczona, zaczepiałam sympatyczne staruszki, poważnych biznesmanów, nastolatków – nikt nie chciał mi odpowiedzieć po angielsku. Zdarzali się tacy, którzy odpowiadali mi po francusku. Ci byli tak pomocni, że chyba lepiej byłoby gdyby wcale nie odpowiadali.

Z pomocą przyszli mi …policjanci. Paryscy policjanci byli bardzo mili. Przede wszystkim to policjanci, a nie milicjanci tak jak jeszcze w naszym pięknym kraju zostało. Ale na ten temat nie będę się tu rozwodzić, poruszę go w osobnej notce. Rozbawiłam ich, gdy całe pytanie zadałam po angielsku, a nazwę budynku powiedziałam bardziej po francusku niż oni.

image

Po błąkaniu się w deszczu od Francuza do Francuzki, okazało się, że ja cały czas byłam pod tym budynkiem! Nie brałam tej możliwości zupełnie pod uwagę, bo było to miejsce pracy cioci i w życiu nie pomyślałabym, że wystawia sztuki w tak wielkim budynku. Jednak, gdy mili policjanci mnie oświecili przeżyłam jeszcze większe zdenerwowanie niż wtedy kiedy pytałam jak sierota o drogę. Czy oni, do cholery, nie mogli mi pokazać palcem gdzie to, skoro mówić nie chcieli?

Restauracja

Siadasz sobie w restauracji, zmarznięty i zmoknięty, czekasz na menu i już marzysz o tym co sobie zamówisz. Wspaniałe prawda? Po przemoknięciu, usiąść w cieple i zamówić cieplutki posiłek. Ha, zanim jednak to zrobisz – albo zanim uda Ci się to zrobić. Musisz :

  • przebrnąć przez menu, które jest napisane w języku francuskim, a co za tym idzie w ślepo zamawiać i modlić się, aby nie były to żabie udka (w trzech restauracjach między Le Palais des Congrès ,a łukiem triumfalnym tak było!) i może nie byłoby to niczym strasznym (bo zanim dotrzesz do restauracji, wszystkie znaki na ziemi paryskiej dadzą Ci do zrozumienia, że dogadasz się tylko po francusku) tylko że to kuchnia francuska. Przy niemieckiej można zamawiać w ciemno, albo przy włoskiej, ale z francuską nie jest już tak „spoko”.
  • wytłumaczyć kelnerowi co sobie życzysz – nic trudnego, pokazujesz palcem ślepo wybraną pozycję w menu. Schody zaczynają się, gdy kelner zaczyna zadawać Ci pytania odnośnie zamówionego dania (na ciepło? zimno? duże? małe? z sosem? z dupą bladą? itd.)
  • Nagłowić się nad rachunkiem, gdy decydujesz się ze znajomymi na jeden, aby darować sobie tłumaczenie kelnerowi, że oddzielny rachuneczek będzie. I co z rozliczeniem między znajomymi, skoro rachunek nie dość, że po francusku to jeszcze skrótami zapisany.

Na odcinku między łukiem, a „Pale de Kongre” jest jedna restauracja gdzie manager mówi po angielsku. Taka wykwintna, gdzie panowie siedzą w skrojonych na miarę garniturach, a kobiety w długich sukienkach od światowych projektantów. Trafiłam tam przez przypadek.

Po spotkaniu z ciocią, napisałam do moich znajomych aby dowiedzieć się gdzie są. Byli gdzieś niedaleko, w smsie wysłali mi adres i nazwę restauracji. Jednak ja, jak w przypadku odnalezienia miejsca pracy cioci, pytałam przechodniów o drogę. Nikt nic oczywiście mi nie powiedział. Tzn. mówili, ale w swoim języku. Przyglądał mi się starszy pan, który sprzedawał na stoisku na kółkach bajgle i bagietki. W końcu, uśmiechnięty porzucił swe stanowisko pracy, chwycił mnie za rękę i ciągnął za sobą, mówiąc do mnie po francusku i uśmiechając się.
Byłam zdezorientowana, trochę przestraszona, ale zaraz sobie pomyślałam „co niby w środku dnia, starszy, uśmiechnięty Pan miałby mi zrobić?”. Doszliśmy do restauracji. Tej drogiej. Ja i klienci przeżylismy szok. Wyobraźcie sobie, siedzą w tych swoich strojach popijając wytrawne wina i jedząc ślimaki, aż tu nagle wpada uśmiechnięty staruszek w fartuszku i przemoczona do suchej nitki turystyka, w sportowej, przeciwdeszczowej kurtce i w balerinkach z których wypływa klej. Tragedia. Czułam się jak intruz.
Starszy miły Pan podszedł do kelnera, mówili coś po francusku, kelner poszedł do barmana, barman po kogoś z zaplecza, ktoś z zaplecza wyjrzał, obejrzał mnie i zniknął za drzwiami. Stałam i czekałam nie wiem na co wraz z panem w fartuszku. Nagle wyszedł wysoki brunet, uśmiechnięty od ucha do ucha – manager. To właśnie on pomógł mi znaleźć moich znajomych – wytłumaczył mi drogę, po angielsku. Uff..

Co do problemów językowych, mogłabym przytoczyć jeszcze sytuacje z metrem i zakupem biletów. Jednak za dużo pisania. Notka i tak wyszła za długa :)
Także, kończę i pozdrawiam Pana od bagietek i bajgli. W życiu moich polskich pozdrowień by nie zrozumiał, ale trudno – ja też mam swój język :)


https://chmurykultury.wordpress.com/2015/07/25/kupa-zlomu-i-espresso-paryz-cz-i/

Advertisements

7 thoughts on “(Bez)Problemowa niemowa, czyli Paryż cz. II

  1. Z francuzami jest ten problem, że wielu rozumie język angielski, ale specjalnie udają, że nie znają. Taki naród :) Też kiedyś chciałem jechać do Paryża, ale z opowieści znajomych wywnioskowałem, że jedyne co tam przeżyje to syndrom wieży Eiffla, czyli coś w rodzaju: „Ee, fajnie, ale czy ta wieża to już wszystko?” Z Twojego bloga jednak wynika, że nie jest aż tak tragicznie. Może się skuszę, ale najpierw muszę się dostać na Kubę :D

    Polubione przez 1 osoba

    • Umieją bardzo dobrze mówić w języku angielskim, jednak ta ich upartość jest niesamowita. Chociaż Pan z recepcji na prawdę nie umiał ani słowa. :)
      Paryż to nie tylko wieża! To także Sacré-Cœur, Notre Dame, Moulin Rouge, Luwr i wiele innych o których na pewno na blogu wspomnę :)
      No i ….katakumby, których nigdy nie miałam czasu odwiedzić, a marzę o tym. Na pewno je jeszcze odwiedzę :)
      Polecam Paryż, chociaż Rzym piękniejszy…o tym też coś napiszę :)

      Polubione przez 1 osoba

  2. A ja widziałam taki przypadek, japońska turystka zapytała jakiegoś starszego Paryżanina gdzie jest Sorbona. Najpier udał, ze nie rozumie, a potem wskazał palcem w zupełnie złym kierunku.
    Ja mam swoj sposob na upartych Francuzów, zaczynam mówić kaleczonym angielskim i oni sami z własnej woli przechodzą na francuski. Polecam

    Polubione przez 1 osoba

  3. Francuzi są specyficzni. Z jednej strony uprzejmi nad wyraz ze swoim wszechobecnym „pardon”, a z drugiej strony pyszni i dumni. Warto jest poznać chociaż podstawy języka. Jak widzą, że starasz się przemówić do nich po francusku, pomimo iż nieudolnie, są bardziej pomocni, aniżeli gdy słyszą tylko angielski. Wiem z własnego doświadczenia :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s