Kupa złomu i espresso – Paryż cz.I

Korzystając z dostępu do komputera (zazwyczaj notki piszę na telefonie), postanowiłam napisać (w końcu!) notkę o podróżach. Długo zastanawiałam się, czy dodać tutaj zdjęcia z mojego prywatnego albumu czy też opisać tylko moje wrażenia, a zdjęć poszukać w internecie.

Mój dylemat spowodowany jest tym, że blog jest prowadzony anonimowo – i bardzo mi to odpowiada, bo czuję się „swobodnie” pisząc notki. Gdy dodam swoje prywatne zdjęcia, pojawi się ryzyko, że ktoś z moich znajomych tu trafi i mnie zdemaskuje. Dlatego też, postaram się znaleźć takie na których mnie nie widać :) Będzie to najcięższa (zaraz po pierwszej) notka w krótkiej historii tego bloga, bo pragnę podzielić się z Wami moimi przygodami związanymi z daną podróżą, ale nie wiem do końca jak to zrobić. Hmm, problem polega na tym, że te opowieści są bardzo unikatowe i tak jak w przypadku zdjęć, mogę zostać zdemaskowana przez znajomych.

Trudno, zaryzykuję. :)


Paryż

„Oklepany, sławny Paryż z kupą złomu, która robi za największą atrakcję turystyczną” – takie komentarze słyszałam przed moją pierwszą podróżą do Paryża. Mimo że te słowa błądziły po mojej głowie, byłam bardzo podniecona tą podróżą. Oprócz tego, że była to podróż spełniająca moje jedno z wielu życzeń to jechałam tam również z inną misją niż odhaczenie Paryża na mojej mapie świata.

wpid-2015-07-24_18.19.42.jpg

Zdjęcie robione przeze mnie :) Najpiękniejszy złom świata :)

Moja misja, była trochę „większa” niż znajomych z którymi się tam wybrałam. Ja jechałam tam poznać moje korzenie rodzinne, moją rodzinę z którą kontakt urwał się lata temu (po śmierci wujka). Ciocię odnalazłam na facebooku. Nie było to trudne ponieważ śp.wujek (tata cioci odnalezionej na fb) był sławny (nie mogę powiedzieć kim był, bo już na pewno się zdemaskuję). Napisałam do niej, wyjaśniłam kim jestem, przytoczyłam kilka historii i umówiłyśmy się :)

Podczas mojej pierwszej wizyty w Paryżu była okropna pogoda. Był to maj, a padało jak w listopadzie. Znajomi grymasili z tego powodu, jednak mi pogoda wcale nie przeszkadzała. Przecież byłam w trakcie spełniania mojego marzenia, w dodatku jednego z największych!

Przemoczona od stóp do głów zwiedziłam Luwr, Łuk Triumfalny, Palais de Congres oraz słynną kupę złomu, której zdjęć mam najwięcej, bo jest to zdecydowanie najpiękniejszy złom świata. Znajomi byli zniesmaczeni (ale tylko pogodą), jednak ja byłam zachwycona i na prawdę nie przeszkadzało mi to, że z moich butów wypływał klej! Miałam na sobie ballerinki, które za każdym razem gdy zrobiłam krok, wydobywały z siebie klej, który łączył podeszwę z górą buta. Gdy moi towarzysze (przyjaciółka, jej chłopak i koledzy) zwiedzali resztę zakątków Paryża, ja wybrałam się na spotkanie z ciocią.

Spotkanie z ciocią

Ach, co to było za spotkanie! Stresowałam się bardziej niż przed maturą. Po pierwsze tym, że się z ciocią nie dogadam, bo nie urodziła się w Polsce i nigdy tu nie mieszkała. Po drugie, bałam się, że nie znajdę umówionego miejsca – w Paryżu przecież byłam pierwszy raz!

Gdy udało mi się odnaleźć umówione miejsce, a w nim czekającą na mnie ciocię stres na chwilę ze mnie zszedł (przynajmniej jego część). Okazało się, że ciocia mimo że w Polsce nie mieszkała, umie bardzo dobrze mówić w moim języku (druga część stresu odeszła w niepamięć). Rozmawiałyśmy o rodzinie, o drzewie genealogicznym, o życiu … po napięciu nie było ani śladu. Zostało tylko podekscytowanie. Aż tu nagle, powrócił znowu z ogromną siłą, w podwojonej dawce – wielki, brutalny stres. Kiedy? W momencie kiedy przyszedł kelner, a ja nie zastanawiając się poprosiłam o mocną kawę (poprzedniej nocy spałam 3 godziny, ponieważ wraz ze znajomymi opijaliśmy w hotelu naszą wycieczkę). Co stresującego jest w kawie? Hmm, może to, że przyniósł mi filiżankę espresso ze szklanką wody. Nigdy wcześniej nie piłam espresso, w takiej restauracji i w takim towarzystwie. Espresso było moim przekleństwem, bo zamiast słuchać cioci, która była tak podekscytowana spotkaniem jak ja i opowiadała wiele (na pewno) ciekawych rzeczy – ja byłam skupiona na tym „do czego do cholery jest ta woda?”. Jej słowa przelatywały obok moich uszu, a ja zamiast je przyswajać myślałam o małej czarnej. Po ponad godzinnym rozmyślaniu o filozofii picia czarnego trunku nasze spotkanie dobiegło końca. Byłam speszona bardziej niż na początku, bo myśli o wodzie i kawie zajęły myśli o tym, że pewnie wyszłam na jakąś niedorozwiniętą. Na pewno było widać moje zakłopotanie. Na sam koniec, gdy wstawałam od stołu wylałabym wino ludzi siedzących przy sąsiednim stoliku lecz kelner zdążył je złapać. Ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię…. Gdyby się wylało, pewnie musiałabym przedłużyć swój pobyt w Paryżu o miesiąc, aby na zmywaku odpracować wyrządzone szkody.

Szkoła picia espresso

Espresso było najlepsze jakie piłam do tej pory – dało mi wielkiego kopa na cały dzień zwiedzania, podczas gdy moi kompani usypiali na stojąco.
Później, w hotelu wujek Google dokształcił mnie i zapoznał ze sztuką picia czarnego trunku. Otóż, są dwie szkoły picia espresso.

Pierwsza uczy, że wodę pije się przed wypiciem kawy – po to aby oczyścić podniebienie i język i móc degustować się czystym smakiem trunku. A według Włochów również po to, aby nie pić kawy na pusty żołądek, ponieważ jest zbyt mocna i może go podrażnić.
Druga szkoła picia espresso uczy, że po kawie pije się wodę. Wodą płucze się usta, aby wypłukać smak trunku i móc rozkoszować się smakiem innych potraw lub …oblewa się nią baristę w przypadku gdy kawa została źle/niesmacznie przyrządzona!
Moja szkoła uczy, że wody nie pije się wcale. Tak zrobiłam na spotkaniu z ciocią. Mam swój własny styl picia espresso i nic nikomu do tego!

image

C.D.N. :)

Advertisements

8 thoughts on “Kupa złomu i espresso – Paryż cz.I

  1. Zazdroszczę podróży do Paryża. Zawsze chciałam zwiedzić to miasto. Mimo wszystkiego co o nim słyszałam, myślę że ma swój urok, którego nikt mu nie zabierze. 😊

    Polubione przez 1 osoba

  2. PS. Kiedy kolejna część, bo piszesz niesamowicie i czytając Twoje historie z podróży, czuję się, jakbym czytała jakąś książkę. Dobrą książkę. Czekam z niecierpliwością. 😊

    Polubione przez 1 osoba

  3. Czemuś Paryż mnie nie kręci. Właściwie to nie „czemuś”. Byłam w Wiedniu, byłam w Pradze i podejrzewam, że to samo nie spodobało by mi się w Paryżu: mnóstwo turystów. Owszem cmentarz Pere-Lachaise chciałabym zobaczyć, ale też obawiam się, że o skupienie, właściwe cmentarzom tam trudno. Wszak nie tylko grób Oscara Wilde’a (to ten, który mnie interesuje najbardziej) ale i innych sław tam pochowanych, nie może narzekać na brak odwiedzających. Mimo wszystko zazdroszczę. Nie tyle Paryża, co emocji związanych z wyprawą. Oby takich jak najwięcej… opisanych na blogu.
    A espresso? W restauracji piję z wodą. Woda najpierw – jeśli poza tym, że pragnę kawy, chce mi się pić. Po kawie – bo na ogół po małej gorzkiej odczuwam pragnienie ;-) W domu – bez wody.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pingback: (Bez)Problemowa niemowa, czyli Paryż cz. II | chmurykultury

  5. Paryż, wstyd przyznać, jest nadal na liście do przeżycia. Nigdy nie miałam okazji tam wylądować. Mimo, że też mam tam jakąś ciocię ;) . Ale to dobry pomysł. Tak, podrzuciłaś mi dobry pomysł! Jak już zjadę do Europy, odnajdę ją i odwiedzę. Na szczęście będę mieć łatwiej, bo ktoś w rodzinie ma nadal do niej adres. Gratuluję zatem sukcesu na fb dla mnie byłoby to niemałe wyzwanie.

    Co do kawy, pierwszy raz natrafiłam na szklaneczkę wody z espersso w Wiednu, lata temu. Na szczęście w mniej stresującej okoliczności. Moja znajoma Chorwatka, poinstruowała mnie, jako ktoś kto już trochę w Wiedniu mieszkał. Moja wersja to picie wody przed każdym łykiem kawy. wtedy masz „ten pierwszy łyk kawy” za każdym razem,gdy podnosisz filiżankę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja ze swoją ciocią mam teraz stały kontakt. Później jeszcze byłam w Paryżu :) Wielkim plusem Paryża jest to, że łatwo się tam odnaleźć. Gdzie bym się z ciocią nie umówiła to zawsze się znajdywałyśmy. W październiku natomiast, ciocia przyjeżdża do Polski… :)

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s