Podniety kobiety, czyli poradniki

Poradniki, mam na myśli te kobieco – męskie, są pisane dla kobiet. Czy ktoś widział faceta z takim w ręku? Jeśli tak, to proszę o zdjęcie, bo inaczej nie uwierzę!

Ja w swoim krótkim życiu przeczytałam dwa. Więcej pewnie nie przeczytam, dwa to i tak dużo.
Z pierwszym nie męczyłam się wcale. Ba, nawet mi się bardzo spodobał, tak bardzo, że skusił mnie do kupna drugiego. Po zakończonej lekturze pierwszego poradnika, byłam tak zachwycona, że już następnego dnia pobiegłam do Empiku po kolejny. Myślałam sobie o tym jak mogłam gardzić taka dawką wiedzy? Że byłam głupia, że wcześniej tak się uprzedziłam. Zawsze jak słyszałam rozmowy o poradnikach damsko-meskich, to myślałam że czytają to kobiety zdesperowane albo takie, które oglądają „Seks w wielkim miescie” 24/7.

Poradnik, który przetarł szlaki w tematach poradników zakupiłam w antykwariacie. Nie dość, że był to mój PIERWSZY poradnik to w dodatku, pierwszy zakup w antykwariacie (polecam!). Poleciła mi go przyjaciółka, która twierdziła, że bardzo pomógł jej w kryzysie w związku. (Pod warunkiem, że czytają go dwie osoby ze związku, nie jedna)
„Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus” – wielkim plusem tej książki jest to, że piszę ją facet. Dlatego też, nie doczekamy się tekstów  typowych dla fanek Bridget Jones. Książka pozwala nam odkryć tajniki płci przeciwnej, ale i naszej!
Czytając tę książkę, odkryłam siebie. Nie miałam pojęcia, że zachodzi we mnie tyle procesów, które mają takie skutki. Autor zna kobiety dokładnie. Lepiej niż one same. Miałam wrażenie, że zapoznaje mnie z samą sobą. Żadna z płci w tej książce, nie jest gorsza. Każda jest ukazana obiektywnie i prawdziwie. To nie jest poradnik, który mówi Ci jak masz poczynać gdy Twój facet zrobi grymas, a jak gdy się uśmiechnie. To jest poradnik, który pozwala Ci zrozumieć płeć przeciwną, który pozwala zrozumieć jakie procesy zachodzą u mężczyzn, jakie u kobiet. Przedstawione sytuacje ukazane są z punktu widzenia mężczyzny i kobiety. Jest to bardzo cenne, ponieważ warto poznać siebie i mężczyzn, wtedy na prawdę łatwiej jest się porozumieć i zrozumieć. A w związku najważniejsze jest zrozumienie, zaraz obok przyjaźni, zaufania itd.
Minus tej książki jest jeden. Dokładnie nie wiem jak go opisać. Hmm, otóż po któreś stronie wydaje Ci się, że stosując rady zawarte w książce – oszukujesz partnera. Wszystko jest takie mechaniczne. Jednak autor domyślił się, że czytelnicy mogą poczuć się dziwnie podczas wprowadzenia jego rad w życie i… wytłumaczył siebie i książkę w taki sposób, że te głupie myśli opuściły mnie na wieczność. Książkę radzę czytać w parach. Jest to na prawdę fajny plus dla związku. Co najważniejsze, do tej książki się wraca :)

„Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?” – tę kupiłam w Empiku.  Sugerując się wspaniałymi opiniami (jak się okazało) nienormalnych kobiet. Sherry Argov zaskoczyła mnie jednym – jak takie gówno jak jej książka, może stać się bestsellerem? Czy to świadczy o tym, że poziom inteligencji kobiet sięga mułu, dna albo jądra ziemi?
Plusem tej książki jest tylko okładka. Jest ładna.
Minusem? Wszystko. Drażni mnie język jakim pisana jest ta książka. Specyficzne poczucie humoru, które do mnie nie przemawia. Generalnie, podczas czytania tej książki, jedna myśl łaziła mi po głowie „Czy autorka uważa mnie za idiotkę czy ona naprawdę w te brednie wierzy?”.  Nie wiem, czy książka była kierowana do amerykańskich nastolatek czy do zdesperowanych klonów Iwony Węgrowskiej?
Autorka na siłę chce podbudować samoocenę czytelniczki, chce ukazać że mężczyźni to zabawki, chce żeby kobieta doceniła siebie i była mega „zołzą” – a przy tym wszystkim chce pozostać cool ziomalką. Żenada.
Pamiętam trzy rzeczy z tej książki.
1. Na pierwszej randce, facetowi trzeba ugotować parówki z wody żeby nie przyzwyczaił się do tego, że gotujesz pyszności, bo to co nauczysz przez pierwsze tygodnie – zostanie na zawsze.
2. Książkę należy schować przed facetem żeby nie widział, że czytasz takie poradniki, bo wyjdziesz na desperatkę i coś tam, coś tam…
3.

„Jeśli jakaś kobieta może mi odbić faceta, to niech go sobie bierze, bo ja już bym go nie chciała”.

Co do punktu trzeciego, to jest to jedyne piękne zdanie z całej książki. Ale czy warte moich 30zł?
Co do punktu drugiego to : Droga Sherry, ja tę książkę mam schowaną nie tylko ze względu na chłopaka, ale również ze względu na rodzinę i przyjaciół.

W książce pojawia się wiele sprzeczności, rozdziały jakby się powtarzały i główną zasadą jest to aby przez całe życie grać niedostępna. Jest to poradnik raczej dla kobiet typu „Pokolenie Ikea”, które pracują w korpo w Warszawce, chodzą po drogich klubach i generalnie należą do bananów, które trafiają na innych bananów (ewentualnie osłów).

Dla tych kobiet, które uważają swoich facetów za normalnych i przede wszystkim za partnerów, polecam „Mężczyźni są z Marsa,  kobiety z Wenus”.

Nie róbmy z siebie idiotek, nie zachwycajmy się poradnikiem Sherry Argov, proszę! Lepiej doceńmy Johna Graya, który traktuje nas poważnie :)

A jakie są Wasze ulubione poradniki?

Reklamy

2 thoughts on “Podniety kobiety, czyli poradniki

  1. 1. Trochę głupio kiedyś przeczytałam parodię Mężczyzn z Marsa. Głupio, bo czytanie/oglądanie/słuchanie parodii bez znajomości oryginału jest głupie.
    2. O zołzach nie czytałam, już choćby dlatego, że z góry skreśliłam tłumacza/tłumaczkę. Ja bym to jednak przetłumaczyła: dlaczego mężczyźni kochają suki. Ale ponieważ ja nie kocham mężczyzn, którzy kochają zołzy czy suki, to nie zamierzam takowych utrzymywać przy sobie. I nie wiem dlaczego mam na randce gotować facetowi parówki skoro sama ich nie jadam ;-)
    3. Poradników damsko-męskich nie czytuję. Przeglądałam kiedyś któryś z poradników Mastertona, znaleziony gdzieś na półkach siostry. Ale takie poradniki też mnie nie kręcą. Czytuję trochę o wychowywaniu dzieci, ale to raczej na zasadzie: może znajdę coś ciekawego. Bo co do wychowania to przypominam sobie, jakie środki wychowawcze na mnie nie działały, o jakie mam do dziś żal i tego staram się nie stosować. Ewentualnie dopytuję Małżonka czy coś na niego działało. Jeśli też nie – to po co stosować? Ale w końcu nie wszystkie dzieci są jednakie, więc raczej trzeba obserwować własne. Czytuję też kulinarne – o tyle cudowne, że zawierają rady wzajemnie się wykluczające.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s